„ Dzień Babci i Dziadka ”

„ Dzień Babci i Dziadka ”    

 

Czy to w chustce na głowie,

Czy w moherowym berecie

Babcia zawsze jedyna

I najlepsza na świecie.

Zawsze czas ma dla wnuka.

Cierpliwości ma wiele.

Uczy robić na drutach,

Opowiada najpiękniej

Dzisiaj święto jest Babci

Więc Ci Babciu życzymy

zdrowia, szczęścia, miłości

I pociechy z rodziny.

Dłonie całuję Twoje

Babciu dzisiaj w podzięce

Serce też daję swoje.

By tych chwil było więcej

Żyj nam Babciu najdłużej,

Jak najwięcej rozpieszczaj

A my - wnukijuż duże

Dziękujemy Ci w wierszu

Dziękujemy za wszystko

I prosimy o więcej

Co rok chcemy spotykać

Babć i Dziadków najwięcej

No bo Dziadek, też ważny.

W codziennej bieganinie.

Chociaż czasem poważny,

To potrzebny w rodzinie.

To deseczkę wyskrobie,

To patyczek przyniesie,

Zimą karmik da tobie,

Byś powiesił go w lesie.

Więc dziękujemy i Dziadkom

Tak w nas wszystkich imieniu.

Nisko kłaniam się czapką

Wszystkim Dziadkom na ziemi

Dzięki Babciu i Dziadku

za to co nam dajecie.

Pamiętajcie, że dla nas jesteście

Najważniejsi na świecie.

 

 

 Autorzy:

Klaudia Ktacz

Mateusz Michalski

„ Przygoda w górach ”

„ Przygoda w górach ”

 

    Uwielbiam góry. Tylko szukam okazji, aby w nie pojechać.

Wspinając się na szczyt, czuję się wolny i szczęśliwy, a jeżeli uda mi się na niego dotrzeć wierzę, że mogę w życiu osiągnąć wszystko co tylko zechcę.

Dlatego propozycja mamy, aby odwiedzić ciotkę mieszkającą nad Soliną bardzo mnie ucieszyła. Wprawdzie Bieszczady nie należą do najwyższych gór, ale jest tam kilka ładnych szczytów, a przedewszystkim wspaniała przygoda i miejsce praktycznie nie tknięte ludzką ręką. Zaplanowany teoretycznie kilka tras – pojechałem.

Przez dwa pierwsze dni poznawałem najbliższą okolicę, podziwiałem zaporę na Jeziorze Solińskim, a także wypytywałem ciocię o dalszą okolicę. Zebrawszy parę informacji, trzeciego dnia wyruszyłem w dłuższą drogę. Zaplanowałem przejście około 15 km. w jedną stronę w okolicę zupełnie dziką i bez wytyczonych szlaków turystycznych. Pogoda była piękna, szedłem dosyć szybko,

Przyrodę chciałem podziwiać na miejscu. Widziałem, że są tam dawne chaty wypalaczy węgla drzewnego, którzy w zupełnej głuszy, odcięci od ludzi tam żyli całymi latami.

    Trasa wytyczona prze ze mnie i dodatkowe informacje ciotki doprowadziły mnie na miejsce. Urzeczony patrzyłem wkoło i wyobrażałem sobie samotne życie tutaj.

     Nagle w pobliżu usłyszałem piski i szczekanie jakby psa.

Skąd tu pies? – pomyślałem.

Ale piski nie ustawały, poszedłem w ich kierunku i zobaczyłem rozpadlinę w skale na dnie, której tkwił rzeczywiście szczeniak psa. Szpiczaste uszy i pysk – wyglądał jak haski. Pewnie uciekł komuś w czasie wędrówki o wpadłwszy w dziurę nie mógł wyjść. Szczelina nie była więc uznałem, że jestem w stanie psinie pomóc. Ciężko nie było, tym bardziej, że piesek był bardzo wychudzony i osłabiony. Dałem mu pić i chciałem wracać do cywilizacji, ale pies nie był w stanie chodzić. Cóż było robić? Wrzuciłem go na plecy, jak owieczkę i ruszyliśmy w dół. Pies mimo, że chudy po paru kilometrach zaczął mi ciążyć, ale zacisnąłem zęby i szliśmy dalej. Droga dłużyła mi się niesamowicie. Kiedy myślałem, że już nie dam rady, nareszcie zobaczyłem pierwsze domy. Na skraju wsi stał sklep, oblegany tłumnie przez spragnionych mężczyzn. Kiedy podszedłem, oddalili się ode mnie i jakoś dziwnie patrzyli. Cóż pies nie pachniał konwaliami, więc ja pewnie już też nie. Poprosiłem o pomoc w zdjęciu psa, ale nikt się nie ruszał. Wtedy ze sklepu wyszedł chyba leśniczy – sądząc po stroju i stanął z otwartymi ustami w drzwiach.

Co jest – pomyślałem. Zdjąłem psinę i wtedy leśniczy przemówił. Zdziwionemu pogratulował mi odwagi i powiedział, że właśnie przywlokłem z gór szczenię wilka.

 Prawdziwego bieszczadzkiego wilka, i że mam szczęście, że za mną tropem nie ruszyli rodzice szczeniaka. Bo u wilków więzi rodzinne są bardzo silne. Patrząc na chudą „ psinę ” pomyślałem, że na moim przykładzie sprawdziło się powiedzenie, że „ głupi ma więcej szczęścia niż rozumu ”

 

                                                                                                                              Autor:                                                                                                                                               

Mateusz

Michalski

„ Kasia ”

„ Kasia ”

W bardzo dużym domu z ogromnym ogrodem mieszkała mała Kasia z rodzicami. Dziewczynka czuła się bardzo samotnie, ponieważ tata i mama bardzo dużo pracowali. Nie poświęcali swojej córce czasu, tylko chcieli jej to wynagrodzić prezentami. Kasia siedziała sama w swoim pokoju, miała tylko kontakt z gosposią domu panią Marysią.

Pani Marysia była dla dziewczynki jak matka. Razem wybierały stroje do szkoły, Kasia pozwalała, aby ją czesała jak również świetnie razem się bawiły i dogadywały. Ulubioną ich zabawą była zabawa w sklep. Kasia była sprzedawczynią, natomiast gospodyni była klientem. Dziewczynka dobrze umiała odnaleźć się w tej roli, doradzała produkty i chwaliła ich jakość. Natomiast, gdy tata wracał z pracy, zabawa musiała się kończyć. Bardzo krytykował różnego rodzaju zabawy. Uważał, że nauka jest najważniejsza i jakby mógł, to zamknąłby córkę w pokoju, żeby się uczyła. Kasia, zwierzając się gospodyni, mówiła, że nie lubi taty, ponieważ jest on bardzo surowy i na nic jej nie pozwala. Dużo czasu poświęca pracy i nawet pracuje w weekendy czy święta. Nie lubi go również za to, że nie pozwala jej spotykać się z koleżankami. Raz była u niej Basia, która jest najlepszą przyjaciółką Kasi. Gdy tata ją zobaczył, zawiózł ją do domu. Powiedział, że Kasia nie ma czasu na pogaduszki, bo musi się uczyć, żeby nie skończyć tak jak rodzice Basi, którzy liczą każdy grosz do grosza. Te słowa zraniły Basię i od tego incydentu już nie zamieniła słowa z Kasią. Natomiast mama Kasi była cudowną kobietą. Zawoziła córkę do Basi w tajemnicy przed mężem. Ona uważała, że poświęca córce mało czasu i chciała to zmienić, lecz jej mąż się nie zgadzał. Kasia w ostatnim czasie była bardzo zadowolona, ponieważ zbliżał się dzień wakacji. Rano wstała, ładnie się ubrała i poszła do szkoły. Gdy wróciła, rzuciła wszystkie książki w kąt i cieszyła się z wakacji. Był to czas, w którym mogła odpocząć od szkoły, nauki, korepetycji i zajęć dodatkowych. Odliczała już dni, gdyż za dwa tygodnie miała jechać w góry na obóz. Miał on trwać cztery tygodnie. Dziewczynka tryskała radością, że może na niego jechać i wreszcie odpocznie od samolubnego ojca. Za obóz powinna podziękować swojej mamie. To ona składała pieniądze ze swojej marnej pensji. Natomiast tata nie dołożył na ten wyjazd ani grosza. Uważał, że jest to strata czasu i zmarnowanie pieniędzy. Dziewczynka miała już jutro z samego rana wyjechać w góry. Była bardzo podekscytowana tym wyjazdem oraz pakowaniem się. Była szczęśliwa, ale również zaniepokojona. Jeszcze nigdy nie wyjeżdżała na tak długo. Bała się również o mamę i jak będzie się zachowywał względem niej tata, gdyż dziewczynka w ostatnim dniu słyszała same kłótnie rodziców. Natomiast, gdy ona się zjawiała, rozmowa była przerywana. Ostatnio posłyszała, jak jej tata mówi do mamy, że zastanawia się nad zmianą żony. Bo to małżeństwo trzyma tylko Kasia i nie chce jej zostawić. Mama po tych słowach rozpłakała się i wybiegła z domu, i co gorsza nie wróciła na noc. Dziewczynka właśnie dlatego bała się o swoją mamę. Zbliżał się dzień wyjazdu. Mama rano zawiozła córkę na zbiórkę i czekała, aż wsiądzie do autobusu. Przed wejściem do autokaru dziewczynka mocno przytuliła mamę i dała jej wielkiego całusa. Po sprawdzeniu obecności obozowiczów autobus ruszył. Po około pięciu godzinach wszyscy byli już na miejscu. Zaczęli iść po swoje bagaże i następnie udali się do schroniska, żeby się zakwaterować. Kasia miała mieszkać w pokoju z czterema dziewczynami. Po krótkim obejrzeniu pokoi wszyscy udali się na długi spacer. Obserwowali góry jak również piękne widoki. Po zwiedzeniu okolicy mieli się udać na obiad. Na tym obiedzie Kasia zobaczyła Basię. Była ona na tym samym obozie, tylko należała do innej grupy. Dziewczynki wszystko sobie wyjaśniły i Basia powiedziała, że nie będzie się na nią gniewać, bo przecież ona nie ma wpływu na to, co mówi jej tata. Znów zaczęły się odzywać i stały się najlepszymi przyjaciółkami. Kasia bardzo miło wspomina obóz. Przez cztery tygodnie nauczyła się wielu rzeczy. Nauczyła się pływać, choć zawsze bała się wody i twierdziła, że nigdy do niej nie wejdzie. Ten czas uświadomił jej, że będzie sprzeciwiała się ojcu, ponieważ nie będzie on decydował, z kim ma się spotykać. Natomiast przyjaźń z Basią jest dla niej bardzo ważna i nie chce tego stracić. Bardzo szybko minął ten czas i Kasia wróciła do domu. Gdy wysiadła z autobusu, przywitała ją smutna mama. Dziewczynka serdecznie ją uściskała, wsiadła do auta i udały się do domu. Kasia kilkakrotnie podpytywała mamę, czemu jest smutna, natomiast mama zaprzeczała. Dziewczynka wysiadła z samochodu,  szybko pobiegła do swojego pokoju, aby się rozpakować. Chwilkę poleżała na łóżku i zawołała mamę. Opowiadała jej, jak było fajnie na obozie, że nauczyła się pływać i o spotkaniu z Basią oraz o przyjaźni, którą odbudowały. Mama była smutna i wydawało się, jakby była nieobecna. Kasia nalegała na rozmowę i mama zaczęła coś mówić. Oznajmiła, że dwa tygodnie temu tata wyprowadził się  z domu. Powiedział, że żąda rozwodu i nie może już patrzeć na swoją żonę, bo jest nieudacznikiem, a całe swoje życie zawdzięcza jemu. Nic nie osiągnęła i nigdy nic nie osiągnie. Kasia wydawała się być szczęśliwa. Powiedziała mamie, żeby się nie martwiła, razem sobie poradzą. Cieszy się,  bo nigdy taty nie lubiła, był on zimny i myślał tylko o sobie. Mama powiedziała, że nie wyprowadził się sam. Tylko z panią Marysią i teraz z nią chce stworzyć rodzinę, gdyż uznał, że Kasia jest już duża i na pewno to zrozumie. Natomiast Kasia powiedziała, że do taty nie czuje żalu, bo on był od zawsze taki i traktował ją jak obcą osobę. Natomiast ma głęboki żal do pani Marysi, gdyż traktowała ją jak swoją mamę. Lubiła jej towarzystwo i zwierzała się jej ze swoich sekretów. Teraz, gdy minęło pół roku, Kasia jest bardzo szczęśliwa. Przeprowadziła się z mamą do domu poza miastem, a tata z gospodynią zostali w willi. Mama zmieniła pracę i teraz pracuje w innej branży. Otworzyła swoją restaurację, nieźle zarabia i chwali sobie tę pracę. Wreszcie może robić to, co lubi i nikt jej nie kontroluje. Kasia chodzi do szkoły, jest szczęśliwa i nadal przyjaźni się z Basią. Teraz bez przeszkód mogą się odwiedzać. Za zgodą mamy już kilka razy nocowała u Basi, a Basia u niej. Kasię kilka razy odwiedził tata z panią Marysią, ale dziewczynka nie chce z nimi rozmawiać. Wysyła on dla niej prezenty, ale dziewczynka nie chce ich przyjmować. Natomiast mama mówi, że teraz jest szczęśliwa, a jej największym błędem było małżeństwo, ale cieszy się, bo właśnie przez to posiada największą miłość – Kasię.

 

 

Autor:

Klaudia

Ktacz   

„ My młodzi ”

„ My młodzi ”

 

My młodzi do was przemawiamy,

My młodzi przekaz dla was mamy,

Żeby wszyscy się szanowali,

By wszyscy nawzajem się podziwiali,

By jeden, drugiemu był przyjacielem,

A nie stawał się dręczycielem,

By jeden drugiemu zawsze pomagał,

By jeden drugiemu bratem się stawał.

Te proste rady chcę wam przekazać,

By lepszy świat wszystkim pokazać.

                                                                                         

   Autor:                

  Anna

 Gębala                                         

 

 

„ Albus Potter – nowy początek ”

„ Albus Potter – nowy początek ”

Harry Potter to czarownik, którego wszyscy znamy z książek o nim albo z serii filmów, które  nakręcono  też o nim, ale  zapewne nie znacie jego najmłodszego syna Albusa Severusa  Pottera, który może wydać się tchórzliwy, ale to odważny chłopak.

 Albus przestraszył się tego, co mu James nagadał. Powiedział mu, że tiara przydzieli go do Slyitherinu, ponieważ jest podobny do ojca a właśnie tiara chciała przydzielić Harrego do Ślizgonów. Nawet nie zważał na słowa  swojego ojca, który powiedział mu, żeby poprosił Tiarę Przydziałów, by skierowała go tam, gdzie chce. W pociągu siedział obok tajemniczej dziewczyny . Była wysoka i szczupła ,miała jasnoniebieskie oczy i długie, lekko kręcone, blond włosy . Albus był nieśmiały ,ale chciał z nią porozmawiać, gdyż wydała mu się interesująca. Ona chyba to wyczuła  i pierwsza odezwała się do Albusa cichym i spokojnym głosem:

- Jestem Izabella Colin i jestem z USA.

- A ja.. ja jeeessttteemm -  przerwała mu nagle Izabella:

- Wiem kim jesteś Albusie Potterze, twój ojciec jest sławny też i u nas w USA.

- Jasne, mój ojciec jest znany i lubiany w całym świecie czarodziejów – powiedział z nutką ironii w głosie Albus – A czy ty też opowiesz mi o swojej rodzinie, Izabello ?

- Po pierwsze, możesz mi mówić Iza . A po drugie, moja rodzinna jest najnormalniejsza ze wszystkich rodzin .

- A to dlaczego? Może są mugolami ? – zapytał Albus z zaciekawieniem.

- Nie. Ponieważ nie mam rodziny, wychowałam się w rodzinie zastępczej, oczywiście nie mugolskiej, tylko czarodziejskiej . Nie są tacy źli ,ale wolałabym, by moi prawdziwi rodzice żyli. 

- Co się z nimi stało? – ciągnął dalej Albus

- Nie chce o tym mówić, może później ci powiem , ale nie teraz.

- Przeppprraaszszamm. – wyjąkał zaczerwieniony ze wstydu Albus.

- Nic się nie stało Al . Może porozmawiamy o przydzieleniu nas do poszczególnych domów ?

- Dobrze.

- Ja mam nadzieję, że przydzielą mnie do Gryffindoru , ale mi to obojętne.

- JJJaaaaa siiięęę bboojjję,  żżżeee – Albus nie mógł dokończyć, bo za bardzo się bał.     

- Że cię przydzielą  do Slytherinu  –  Iza stwierdziła to, jakby poznała myśli Albusa.                         

Po krótkim ochłonięciu Albus powiedział:

- Mój brat mnie tym nastraszył , że jestem podobny do mojego taty i dlatego będę Ślizgonem .

- Nie martw się tym, co mówi twój brat . Pewien człowiek mi powiedział:  ,,Jeśli pokonasz swój lęk, odwaga cię nie opuści”. Pamiętaj o tym Albusie  – pewnie i przekonująco powiedziała Izabella, dodając otuchy Albusowi, który patrzył na nią z wiarą i ufnością.

Po długiej rozmowie Al i Iza nawet się nie zorientowali, że dotarli do końca swojej podróży, który wyznaczała  stacja Hogwart . Wysiedli razem z pociągu i zobaczyli zbudowany z czerwonej cegły peron. Był on przestronny . Pod ścianą stały ławki , jedna przy drugiej, nad nimi  wisiała tabliczka z napisem Hogwart . Nagle zobaczyli Rose i Scorpiusa, którzy szli w ich stronę.

- Gdzie byłeś Albusie? . Szukałam cię po całym pociągu –  krzyczała na Albusa Rose .

– Kim ty jesteś – Rose zwróciła się do Izy.

- Jestem Izabelle Colin z USA.

- Super. Ja jestem Rose Weasley a ten obok mnie to Scorpius Malfoy.

- Hej, jak ten . Jestem z rodu Malfoyów.

- Uspokoisz się wreszcie – krzyknęła Rose na Scorpiusa.

- Przepraszam cię -  powiedział skruszony Scorpius. 

- Przepraszam cię Izo za zachowanie moje i Scorpiusa – odparła jeszcze czerwona ze zdenerwowania Rose – Scorpiusie.

- Tak, przepraszam cię Izabello.

- Pierwszoroczni tutaj do mnie  – głos Hagrida rozległ się tak głośno, że wszyscy z pierwszego roku odwrócili się do niego

- Witajcie Albusie , Rose i Scorpiusie.

-  Cześć Hagridzie. Co tam u ciebie?

-  Nic się nie wydarzyło od czasu, kiedy zakończył  się rok szkolny. Ale teraz myślę, że za sprawą ciebie i twoich przyjaciół będzie się działo – po tych słowach Hagrid skierował swój wzrok w kierunku Izabelli, Rose i Scorpiusa, którzy stali obok

 -  A może przedstawicie mnie waszej przyjaciółce?

- Jestem Izabella Colin. Miło mi cię poznać Hagridzie.

- Mnie też jest miło.  Pierwszoroczni, zaraz będziemy wsiadać.

- Ale do czego? – ze zdziwieniem na twarzy zapytał się Scorpius

- Jak do czego? Do łodzi.

Wszyscy  wsiedli do łodzi. Gdy płynęli pięknie oświetlonymi łodziami, Albus myślał o tym, że tiara przydziału może go nie wysłuchać. Ale miał w pamięci słowa taty: ,, (…)  Slytherin zyska wspaniałego ucznia. Dla nas to bez znaczenia, Al, ale jeśli ma znaczenie dla ciebie, to będziesz mógł sam wybrać Gryffindor. Tiara Przydziału  weźmie to pod uwagę.’’ Na te słowa Albus wcześniej nie zważał ,ale teraz je zrozumiał. Jego tata chciał mu powiedzieć, żeby się nie bał. Jeśli trafi do Slytherinu,  to może i lepiej, nie będzie musiał znosić docinek Jamesa. Gdy przycumowali do brzegu, znaleźli się przy schodach Hogwartu, pierwszoroczni musieli zaczekać na nauczyciela, który odprowadzi ich do sali, gdzie miał się odbyć przydział domów. Nagle w drzwiach pojawił się profesor Neville Longbottom, którego Albus dobrze znał.

- Witajcie pierwszoroczni w Hogwarcie . Zaraz przydzielimy was do domów . Zwą się Gryffindor, Slytherin, Ravenclaw i   Hapelpuff . A teraz proszę za mną.

Wszyscy szli za profesorem. Gdy drzwi się otworzyły, uczniowie zobaczyli dużą salę , ozdobioną wspaniałymi rzeźbami ze złota , które przedstawiały czarodziei  poległych w bitwie o tę szkołę a także na samym końcu posągi dwóch dyrektorów, których imiona nosi Albus. Na suficie wisiały lampiony, które oświetlały sale. Pośrodku, przed stołem gdzie siedzieli nauczyciele, razem z dyrektorem Aberforthem Dumbledore’m  stało krzesło, na nim była Tiara Przydziału.

- Proszę, ustawcie się tutaj – powiedział profesor Neville, wskazując ręką na miejsce przy schodach – Teraz odczytam wasze imiona i nazwiska. Wyczytana osoba siada na krzesło i wkładam jej na głowę Tiarę Przydziału, która wskaże wam wasze domy.  Edward Miller!

Był to wysoki, ciemnooki  blondyn . Nie widać było, że się boi ,szedł odważnie i pewnie siebie. Usiadł na krześle i włożono mu na głowę Tiarę Przydziału.

- Ravenclaw – krzyknęła Tiara Przydziału

- Rose Weasley.

Widać było, że się trochę denerwuje, ale to było normalne. Rose usiadła ze spokojem na krześle i tak samo się zachowała, gdy wkładano jej Tiarę. Chyba  wiedziała, gdzie ją Tiara przydzieli .

- Gryffindor.

Rose pobiegła szczęśliwa do stolika Gryfonów. Po krótkiej chwili profesor Longbottom odezwał się:

 - Izabella Colin .

W ogóle nie widać było, że się denerwuje, usiadła na krześle ze stoickim spokojem.

- Widać że jesteś uzdolnioną czarownicą. Masz wielki talent i możliwości. Wykorzystaj je mądrze. A taka gwiazda może znaleźć się tylko w jednym domu. Slytherin!

Izabella zeszła z krzesła tak jak usiadła na nim. Ze spokojem odwróciła się tylko do Albusa z lekkim uśmiechem  i poszła w kierunku stołu Ślizgonów. A profesor znowu wyczytał nazwisko: Scorpius  Malfoy. Chłopiec usiadł na krześle a Tiara dotknęła lekko jego głowy - Slytherin !

Profesor znów wyczytał nazwisko z listy, tym razem był to Albus Severus Potter. Kiedy wyczytano jego nazwisko, nie wiedział,  co się dzieje, szedł oszołomiony .Usiadł na krześle. A Tiara Przydziału stwierdziła:

 - Masz bardzo dużo odwagi. Jeszcze tego nie odkryłeś, ale wkrótce to zrobisz . Umysł masz tęgi a talent jest taki sam . Gdzie by cię przydzielić. Do Gryffindoru, jak twojego ojca i brata? A może do Slytherinu, jak jednego z twoich imienników? Gdzie chcesz dołączyć Albusie.

- Nie wiem, Tiaro Przydziału.

- Nie wiesz, czy nie chcesz wiedzieć?

- To pierwsze.

- Ach tak. To ja zadecyduję za ciebie. Slytherin! 

Albus wiedział, że spełniła się jego największa obawa, że dołączy do Slytherinu. Zszedł z krzesła i to co pamięta, to twarz jego starszego brata Jamesa zawiedziona i rozczarowana, ale z wymuszonym uśmiechem. Al usiadł za stołem Ślizgonów, przy nim siedziała Izabella i Scorpius, którzy chcieli go rozbawić, ale to się im nie powiodło.

 – A wiecie, kto jest naszym opiekunem? – Izabella zapytała chłopaka ze starszej klasy siedzącego obok nich.

– Tak. Widzicie nauczycielkę siedzącą obok profesora Neville’a ? 

– Tak .

- To pani profesor Mary Rolyalblood i opiekunka Slytherinu.

Pani profesor była wysoka, szczupła, miała ciemnoniebieskie oczy i w kok spięte brązowe włosy. Ubrana była w czarną krótką sukienkę i miała elegancką sztuczną czarną różę wpiętą we włosy.

- Naprawdę? – zdumiał się jako jedyny Scorpius.

- Skąd ona jest? – zapytał  Al.

- Pochodzi z północnej Szkocji, ale uczyła się we włoskiej szkole w Mediolanie, ponieważ jej matka była czarownicą z książęcego rodu Orsini. A ojciec był szkockim lordem.

- A, nie przedstawiłem się jeszcze. Jestem George Marmadiuk i pochodzę z Wali. 

Po kolacji wszyscy uczniowie udali się do dormitoriów. Albus, Scorpius i Izabella też podążyli za prefektem do swoich pokoi. Gdy szli korytarzami, nagle ze ścian wyłoniły  się duchy, w tym : Sir Nicolas, Dama z diademem i wiele innych duchów. Kiedy weszli do dormitorium, zobaczyli wielki marmurowy komin barokowy z pozłacanymi elementami,  przed nim była ustawiona skórzana kanapa, ściany salonu  były z dębowych paneli. Całość przypominała Albusowi ognisko domowe .

- Sypialne chłopców są po lewej a dziewczyn po prawej , wasze rzeczy już tam są - powiedział prefekt Dawid Greek.

Następnego dnia spóźnieni Albus i Scorpius udali się na lekcje zielarstwa, którego uczył profesor Neville Longbottom .

- O, nasi śpiący książęta przyszli na lekcje – rzekł z uśmiechem profesor .

– Przepraszamy!

- Dobrze , nic się nie stało chłopcy .Usiądźcie. Dziś nauczymy się sadzić latencję, to roślina, która zabija swoim dotykiem ,ale jako sadzonka nic nam nie zrobi,  bo nie ma rozwiniętych gruczołów jadowych .A  teraz proszę, wyjmijcie latencje i wsadźcie ją do większej doniczki.

Po kilku tygodniach nauki Al i Iza poszli na przechadzkę  do domu Hagrida, by jak co czwartek spotkać się z nim na herbatce. W drodze 

do Hagrida  szli przez zakazany las. Albus i Iza spotkali tajemniczą, ubrana w czerń  kobietę, która obracając się utkwiła wzrok i nagle nie zważając na Izę,  zbliżyła się w stronę Albusa, krzycząc:

- Dzięki tobie moja zemsta na twym ojcu wypełni się za zabicie mojego ojca Lorda Voldemorta. 

- Pani profesor Mary. – powiedział zaskoczony Al.

- Tak to ja. Córka samego Voldemorta – odpowiedziała, rzucając na ziemię Albusa - Dziś cię zabiję!

- Albusie ! Expelliarmus  – wykrzyczała Iza w stronę pani profesor.

- Ty mała czarownico, zabiję cię .

- Nie ! Zostaw ją w spokoju, nie chcesz jej zabić, tylko mnie - Al nie wierząc własnym uszom wypowiedział pełne odwagi słowa .

- Dobrze. Avada Kedavra !

-  Imperio.

 Po kilku minutach ktoś padł martwy. Tą martwą osobą okazała się pani profesor Mary Rolayblood. Ten czyn sprawił, że Albus został uznany za bohatera, ale miał wyrzuty sumienia i każdego dnia od tamtej pory modli się o spokój jej i jego duszy. Ojciec Albusa ,Harry, był zaskoczony odwagą Ala, ale szczęśliwy, że jego synowi nic się nie stało.  

 

 

Autor:

Anna 

Gębala 

„ Zabawa na śniegu ”

„ Zabawa na śniegu ”

 

Gdy pada śnieg,

gdy sypie i prószy biały śnieg.

Z górki na pazurki zjedź.

Śnieżna góra na nas czeka.

Dwa zakręty, ostry zjazd,

Kto ma sanki, kto ma narty

najtrudniejszy pierwszy raz,

lekko każdy z nas pomyka

i po lodzie sunie w dal.

Już dzieciakom zmarzły uszy

mróz w policzki szczypie,

księżyc chowa się za chmury,

czas ucieka, noc nadchodzi.

Plac się zmienia, już ich nie ma,

dzieciaki zmęczone do domu wracają

tylko sroka śpiewa i uroki zimy zachowuje.

      

                                                                                                                                                                         

 Autor:   

Gabriela            

  Papaj